Nieplanowany incydent w codziennej rutynie.

Dzień jak codzień. Przechodzę obok "automatu do kawy" i zamawiam "spokój i refleks". Potem biorę M-16,granaty hukówe,dwa pistolety i plecak ammunicji oraz środków medycznych. Potem idę do drzwi przechowalni SCP-682. Gdy reszta ekipy dotarła otworzyłem drzwi i wszedłem z całą ekipą. To był błąd. "Rex" jak go nazywamy przywitał nas rykiem. Wszyscy zemdleli, tylko ja zostałem ogłuszony. Nie wiem co zrobiłem ale wiem że usłyszałem pisk w uszach. Nieświadom wyjąłem granat, który wybuchł co zpowodowało że się ocknąłem a Rex patrzył na mnie zdziwionym spojrzeniem i spytał:
-Popierło cię? Masz być moim śniadaniem.
-Nie.-Powiedziałem wściekły.-Pracuję z tobą od 8 lat i niemam zamiaru zostać zjedzonym przez mojego podopiecznego! Tak dobrze usłyszałeś "podopiecznego"!
W tym momencie użyłem kolejnego granatu ale ten wylądował w prawym uchu Rexa. Współczuję mu ale to zpowodowało że zaczął płakać..? Płakać! On i płacz? Od kiedy?… Nieważne. Doceniam jego uległą postawę na widok kilku strażników z LKMami i mnie wściekłego za złe powitanie. Dalej testy przeprowadzono spokojnie ale "SCP-682 wyraźnie zaznaczał że boi się Agenta Fightera" jak zostało to zanotowane w logu testów.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License